No i wylądował. Illugi jest już z nami. Poród odbył się w domu, był ciężki, ale Nela powiedziała, że i tak o wiele lepiej niż w szpitalu. Wszystko wydarzyło się tak szybko. Zaczynając od położnej, która pogubiła drogę i na telefonie robiłem za GPSa, a kończąc na nie wiem kiedy się skończyło. Totoro.. z początku z dystansem, rezerwą, trochę niechętnie, nie chciał poznać brata. Po chwili, gdy poczuł, że jest bezpieczny, poprzytulał się do mnie zechciał wziąć Illugi na kolana. Miłość braterska wystrzeliła i zakwitła pięknymi kolorami. Reszta już z górki. Nastał piękny ale i ciężki okres. Do przodu!